czwartek, 4 lipca 2013

Imaginy !!

~.~

Sorka, dzisiaj już nie zdążyłam nic dodać. Ale jestem w trakcie pisania imaginu o Harrym ;-) Sama nie wiem jak mam go umieścić na tym blogu. Może każdy nowy imagin będzie w osobnej zakładce? Zobaczymy. Jak macie jakieś propozycje, walcie!! ;d Potrzebna mi jest każda wasza rada. No więc Buziaczki ; * I zapraszam jutro, mam nadzieję, że go skończę .. Chyba, że będzie w częściach  ; )]

środa, 3 lipca 2013

Rozdział Dwudziesty

Oczami Harrego 
Gdy przyszedłem do tych obskurnych spowitych w pleśń ścian, budynku, a jej, mojej Rose nie było, nie byłem szczęśliwy. Byłem zdruzgotany. Ręce cholernie mi się trzęsły, a oczy spragnione jej widoku daremnie błądziły po osikanych kątach. Kurwa- Krzyknąłem i machinalnie uderzyłem w puste ruiny, a przestarzały cement posypał się na mnie. Wytrzepując go ze swojej głowy a także z oczu do których oczywiście też musiał wlecieć, gotowałem się w sobie. - Nie ma jej tu kurwa!!! Jak obłąkany zacząłem przechadzać się to w jedną i w drugą stronę. Biłem się z myślami ..- Gdzie ona mogła uciec.- Dobra, dość tego. Wyszedłem z pomieszczenia i szukałem czegoś, jakiejś rzeczy, cokolwiek, co mogło by naprowadzić mnie na jej trop. Gdy ujrzałem ślady jej ulubionych trampek, uśmiechnąłem się pod nosem. Tak bardzo je lubiła .. Nie tracąc czasu, przedzierałem się przez gęsty i bujny w szelaką roślinność, las. Myślałem, że zawału dostanę, jak zobaczyłem, że ten burak- członek mafii bije moją dziewczynę. Co jak co ale na to nie miałem prawa mu pozwalać. Rąbnąłem go z łokcia. Tak bardzo chciałem żeby to był sen. By moja Rose tak nie cierpiała .. Przeze mnie. Tak szybko ciepła krew otuliła jej śliczną twarz. Ukuło mnie serce, gdy nie odnajdywałem w jej przestraszonych oczach jakiejkolwiek radości, z tego, że mnie widzi. Nie potrafiłem w niej dostrzec, grama miłości. Nie to nie możliwe, ona mnie nie poznała. Tak bardzo osłabiona i wyczerpana chciała walczyć, nie umiała się poddać. Rozległa pustka nagle ogarnęła moje ciało. Chciałem być czuły ale chyba mi nie wyszło - Nigdzie nie idziesz!- to była raczej groźba .. ale ja po prostu nie mogłem zapanować nad swoimi uczuciami, nie byłem w stanie .. I tak gdy była już w moich ramionach i czułem jej bliskość, jej ciepło, cholernie się bałem. Oni mogli w każdej chwili się tu pojawić. Z jednym mogłem sb poradzić ale jeden nieuzbrojony burak, a chmara z pistoletami buraków, to chyba różnica. Nie dałbym rady jej obronić. Po prostu nie miał bym szans. W jednej sekundzie mogłem stracić wszystko co miałem- mogłem stracić Rose. I tak zbierało mi się na płacz, gdy to wszystko układałem sobie w głowie. Chciało mi się ryczeć, jak te natarczywe myśli, że to przeze mnie, że ona może umrzeć, że to wszystko moja wina, nie dawały mi wytchnienia, nieustannie na mnie napierały, z całej siły mnie dręczyły. Chciałem słyszeć jej głos .. i słyszałem, że mnie potrzebuje, że mnie pragnie i to że jej własna matka jej nie chce. Nie wytrzymałem. Gorzko zapłakałem. Musiałem jej powiedzieć, że ja jestem, tu obok, tu, przy niej. Wtuliła się we mnie. Już nie walczyła, tylko jak mały bobas mi się oddała. Pierwszy raz w życiu czułem się tak potrzebny i jedynie za nią, odpowiedzialny. Do końca naszej wędrówki już nic nie powiedziała. Usta zamilkły. Jednak mi wystarczył jej pełen przywiązania dotyk. Gdy cały zdyszany i lekko ucieszony, tym, że mam prawdziwy skarb przy sobie i narazie nie zapowiada się nic by mi go chcieli odebrać. Jednak gdy już kojącym głosem powiedziałem- Rose, już jesteśmy. I nie uzyskałem odpowiedzi, przeraziłem się. Delikatnie spuściłem ją ze swojego ramienia i ułożyłem na wilgotnej Ziemii. Rose, słyszysz mnie?!! Wargi nie drgnęły.Cicho uklęknąłem przy niej. Była blada. Krew, która nadal, a już nie powinna, sączyła się z teraz widocznie głębokich ran.,ostro kontrastowała z jej cerą. Była taka nieruchoma, taka .. Ygh .. Ślina stanęła mi w gardle .. Taka nie żywa .. - wycedziłem bez wyrazu. Czułem jak moje ciało dogania lęk. Nie mogłem się ruszać, byłem sparaliżowany .. Uniosłem oczy ponad moją jedyną, delikatną kruszynkę. Martwo wpatrywałem się w pozbawioną tchnienia przestrzeń.  Patrzyłem się tam nieustannie bijąc powietrze swoim zachrypniętym głosem- 
To wszystko moja wina, to przeze mnie. Zabiłem ją. Tak!! Ja ją zabiłem. 


~.~

Podoba się wam? Komentujcie ; )] Zastanawiam się czy może nie zacząć też pisać imaginów.
 Co wy na to? ;d

wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział Dziewiętnasty

Oczami Rose
Biegłam tak szybko jak tylko mogłam, ale .. to czasem nie wystarcza by przeżyć. Wiedziałam, że nie dam rady, że po prostu nie mam szans. Nogi plątały się o złośliwie wystające konary, a powietrze, które już z trudem nabierałam do zmęczonych płuc odbijało się tam głuchym echem. Oblizałam na maksa wysuszone i spierzchnięte usta. - Rose, masz jeszcze siłę, nie poddasz się, musisz walczyć!!- bez przerwy szeptałam tych kilka słów swojej wyczerpanej podświadomości. Potworna postać zbliżała się do mnie. Powoli wyłaniając się zza tafli mgły ukazywała swoją umięśnioną sylwetkę. Zakręciło mi się w głowie. Nie wiem kto to jest, nie wiem kim jest ten gość, nie widzę twarzy,z resztą nie chcę widzieć oprawcy. Koniec. Moje ciało odmówiło już posłuszeństwa. To nie ma sensu. Wpadając na zakorzenione drzewo, przestałam biec. Zacisnęłam mocno oczy i wycieńczona, oparta o chropowatą korę pnia, z lekkością zsunęłam się po niej. Zimny pot, chłodzący moje rozgrzane skronie, przesłaniał mi widok. Zdołałam odrobinę uchylić lewą powiekę.. On stał nade mną. Barczysty mężczyzna z zaciśniętą do mnie pięścią syczał w powietrze złośliwe obelgi. Widziałam jak napina swoje potężne mięśnie. Pięść była coraz większa i większa .. W uszach zadzwonił dogłębny trzask. Dogłębny .. Ten dźwięk,wychodził z jakiejś głębi, z głębi czegoś .. Tak, z głębi mnie. Przeszywający ból rozdarł moje komórki i przeszedł do tkanek. Krew nie delikatnie zaczęła sączyć się z  otwartej rany. Spojrzenie, zamglone już nie potem ale czerwoną cieczą traciło kontakt z rzeczywistością. Wyszczerzyłam zęby i wydukałam- Dostałam w głowę! .. Ejj, ja ..- na moment umilkłam- .. dostałam w głowę!!- Zaczęłam histerycznie krzyczeć. To przecież nie jest śmieszne, mogę umrzeć .. Nie chcę śmierci .. Wiem, nie nadaję się do życia, ale nie chcę jeszcze umierać, nie teraz .. Gdy ten olbrzym, co sprzedał mi placka w ryj i szukając się do następnego, tym razem mocniejszego uderzenia, spadł. Spadł?! Raczej wyłożył się jak długi .. Lekko mówiąc byłam trochę zdezorientowana, nie wiedziałam, co się dzieje .. No, bo czy wielkoludy takie jak on, od tak, sobie padają na Ziemię? Chyba nie .. Silny mężczyzna, gdzieś koło trzydziestki leżał u moich stóp, wydając co rusz przerywane a jakże żałosne jęki. Nie było mi go szkoda. Wcale a wcale. Już uradowana z możliwości ucieczki podnosiłam się by wykorzystać tą wspaniałą okazję. Jednak to, raczej nie było mi dane. Niestety. Uniosłam przyćmiony wzrok i zarejestrowałam nim drugiego, nieco młodszego mężczyznę. W więcej szczegółów następnej, perfidnej karykatury nie miałam sił ani czasu by się w nie zagłębiać. Ciężkie spojrzenie jego zlewających się z tłem oczu, nieustannie na mnie spoczywało. Delikatnie uniosłam się do pozycji stojącej. Znów ból w skroniach odezwał się, a świat zawirował. Mężczyzna zbliżył się do mnie. Cicho ale dobitnie powiedział- Nigdzie nie idziesz!- Jego głos tak bardzo przypominał Harrego. Gdzie jest mój Harry?!! Powinien być tutaj, przy mnie .. - Krzyknęłam-  A właśnie, że idę!!- I jak małe dziecko wystawiłam język, oplułam kolesia i zaczęłam uciekać. Tylko, że uraz głowy i krew, która z niej stróżkami uciekała, nie pozwalały mi na wykonywanie gwałtownych ruchów. Zachwiałam się i zanim uderzyłam o twardy brzuch tego leżącego, poczułam silny uścisk dłoni na swoim ciele. To ten drugi .. Brutalnie zarzucił mnie przez ramię. Zaczęłam okładać go pięściami, kopać, gdzie tylko mogłam.  Tak strasznie się bałam. Serce wybijało dwa razy szybszy rytm niż szybkie kroki tego wielbłąda, podczas których unosiłam się i opadałam, unosiłam, opadałam. Resztką sił bezradności zaczęłam krzyczeć. Myślałam, że coś powie, a on nic. Zatkał tylko swoją grubą ręką moje usta, zamykając także odpływ głosu.Poczęłam go gryźć, z całej siły, jak tylko mogłam. W zębach poczułam smak krwi. - Nic Ci nie zrobię, nie krzycz- Powiedział mężczyzna.- Myślał, że uwierzę? To się mylił. Jeszcze głośniej krzyknęłam, a on szykował się do zadania mi ciosu. Serce podeszło mi do gardła, moje ciało się spięło. Tak bardzo się bałam .. - Proszę nie, nie chcę umierać, proszę.- Zaczęłam ryczeć. - Wiesz? Nikt mnie nie chce. Mój chłopak- Harry- uśmiechnęłam się martwo - Dlaczego go tutaj nie ma?! On mnie nie kocha .. Nikt mnie nie kocha .Moja własna matka chciała mnie zabić- ciągnęłam swój lamęt- Bo .. Ona twierdzi, że zabiłam jej synka. Rozumiesz?! Że ja kogoś zabiłam. Zrobiłam przerwę by pozbierać myśli .Ale przecież to nie moja wina. Prawda? Jak mogłam odebrać komuś życie będąc jeszcze w brzuchu, mając zaledwie osiem miesięcy. Prawda, że to nie moja wina, że wyszłam z brzucha cała i zdrowa, a on, mój braciszek nie miał takiego szczęścia ..  To nie moja wina, że wyszedł martwy!!! - Cała zasmarkana i zapuchnięta od płaczu, czekałam na jego reakcje, na jakieś uderzenie. A tu nic, cisza. Jednak po chwili Do moich uszu dotarł cichy szloch, on płakał .. on się cały telepał .. Zamurowało mnie, nie wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi. - Rose, to ja- Wybąkał przez łzy- To ja, Harry. -


Śmieszny świat coraz bardziej zaczął wirować, tak szybko się kręcił .. Nie chciałam myśleć, nie teraz. - Rose!! Słyszysz?? To ja Harry Styles!!!- Wciąż słyszałam te słowa. Zamknęłam oczy i mocniej wtuliłam się w mojego ukochanego. Dobranoc- powiedziałam uciekając w sen, czułam jak pochłania mnie ciemność ..
Ta piękna ciemność ..

~.~

Nie jestem zadowolona z tego rozdziału .. Trudno,nie zawsze wszystko nam wychodzi .. ;/ 
Podoba wam się nowy wystrój bloga? Dzięki za komentarze ; *

niedziela, 30 czerwca 2013

Rozdział Osiemnasty

Oczami Harrego
No i co mam wam powiedzieć?! Że jestem totalnym kretynem, debilem i że spieprzyłem całą sprawę?! Tak?!  No tak, taka jest właśnie prawda .. Popełniłem nie kilka, ale wijący się szereg nieodwracalnych głupot, których nie sposób teraz odkręcić  .. A wszystko zaczęło się od zwykłej błahostki, kilku fotoreporterów, pragnących uwiecznić mnie z nową dziewczyną. Nie mówię, że się wstydzę Rose. Zresztą jak bym mógł?! Nie nic z tych rzeczy. W sumie to nawet lepiej jakby teoria '' Harry to gej'' uległa destrukcji. Tyle, że to nie o to w tym wszystkim chodzi. Niestety to nie to .. Nie lubię rozmawiać o mojej przeszłości, jak mi było trudno, jak bardzo mi było trudno .. Ale może przyszedł czas, by ożywić wspomnienia, apotem uzyskać przepustkę i raz na zawsze zagrzebać je głęboko, w zaprawioną krwią pradziadów i prochami już nieżywych glizd, Ziemi. Tych kilku na pozór zwykłych ludzi, kiedyś zmieniło moje życie, chwilowo dając sens, tak naprawdę go zabierało. Nikt o tym nie wie, mój zespół, Rose, nawet rodzice. To moja tajemnica co dzień przybijała mnie ciężkim gwoździem do krzyża swoich ran, utożsamianych z wielką pustką czarnych smutków. Tak, myślę, że czas to wyznać, to może być ostatnia chwila .. Ostatnia szansa, zanim wszystko stracę, a przecież ona jest wszystkim. Pewnie trudno w to uwierzyć ale ja Harry Styles nie byłemkieydś taki jak teraz, nie byłem grzecznym chłopcem. 

Bella .. seksowna, zgrabna i czarująca ..


To ona mnie uwiodła. To ona ratując życie, próbowała mi je odebrać. Zakochałem się w niej, a ona mnie wykorzystała. Byłem gotowy zrobić dla niej wszystko .. i zrobiłem. Bo ona tego chciała. Poświęciłem się dla niej. Wpakowałem się w najgorsze bagno, w jedną z najlepszych mafii.. Tam nie było miejsca na czułość, szacunek i radość. To pieniądz i śmierć dyktowała nam co mamy robić. Słuchaliśmy lufy przystawionej do spoconego czoła .. Słuchaliśmy jej.


Tu też wygląda słodko i niewinnie?! Ba! Chyba już wiecie, że miłość jest ślepa, a ja z różowymi klapkami na oczach nie potrafiłem dostrzec prawdy. Nie potrafiłem dostrzec jej drugiego, tego gorszego oblicza. Pamiętam to jak dziś. 
Pamiętam jak codziennie z zagryzionymi wargami i strachem w oczach musiałem zabijać .
Pamiętam jak codziennie na pytanie rodziców" ''Czy coś się stało? '' Ze łzami w oczach odpowiadałem- Nie, wszystko jest w porządku.
Jak codziennie, splamionymi krwią ludzi, rękami dotykałem w lustrze swojego nędznego odbicia.
Jak codziennie, niszczyłem siebie .. Tak od środka
Nienawidziłem siebie!!

Pewnego dnia, jak zwykle roztrzęsiony, wstałem z łóżka i powiedziałem sobie: ''Dość tego, już nie mogę, nie dam rady tak dłużej .. ''
Przeniosłem się z tego miejsca, zmieniłem swój wygląd i całe swoje życie. Myślałem, że od nich uciekną ale są tu, powrócili, oni po mnie przyszli. Tam nad jeziorem, gdy byłem z moją kochaną Rose, te zdjęcia?! To była przygrywka. Widziałem Bellę, czułem jej przeszywający ironią wzrok. Spojrzenie przepełnione pychą i zadowoleniem z tego, że mnie po kilku latach znalazła. Nie mogłem powiedzieć Rose tego wszystkiego. Tak bardzo nienawidzę siebie za to co jej zrobiłem, jak nią szarpałem, jak  szpulałem, za to, że ją narażam na to wszystko, że przeze mnie jest w poważnym niebezpieczeństwie. Okropnie zraniły mnie jej słowa: '' Mam wstręt do tak jasnego światła i w ogóle do tych wszystkich pustych gwiazd żyjących blaskiem sławy i jarających się seet fociami na czerwonym dywaniku. Nie mogłabym tak żyć, ani żyć z kimś kto taki jest. '' Nie pokochałaby mnie takiego, jaki byłem kiedyś i nie pokocha mnie takiego, jaki jestem teraz. Bolesne łzy wymazały z oczu jej piękny obraz, soczyste usta, delikatny dotyk dłoni, to wszystko miałem stracić .. Ja wiem, że ta mafia, że oni chcieli nas zabić .. Robili to za każdym razem, gdy ktoś wystąpił z ich szeregów. Śledzili nasz samochód, myślałem, że nam się nie uda .. a jednak. Zgubiliśmy ich. Rose wyczerpana przede wszystkim mną ale też i szybką jazdą, usnęła .. Tą słodką i jeszcze moją, śpiącą królewnę, przeniosłem na zapleśniałe krzesło w ruinach jakiegoś budyneczku. Oczywiście nie było to odpowiednie miejsce dla tak pięknej istoty, ale nie mogła zostać w aucie, bo ja musiałem schować ten samochód. Nie mogli nas tu znaleźć. Gdy wróciłem, jej już tutaj nie było. Musiałem ją złapać. Tak bardzo ją skrzywdziłem .. Ale wiedziałem, że nie mogę pozwolić jej odejść, nie teraz ..

~.~

Cześć wam!! Już są wakacje!! Cieszycie się? Ja tylko troszkę .. Wiem jestem dziwna, ale będzie mi brakować tych szkolnych debili i nie tylko ich .. ale też nie których nauczycieli ; > Myślę, że jednak będę pisać ten blog, może czyta go tylko kilka osób ale zawsze to coś ; )] Na pewno wiecie, że Harry w swoim prawdziwym życiu nie był w żadnej mafi .. żeby nie było,tylko w opowiadaniu xd Zastanawiam się też nad zmianą bloga .. tzn. Nad jakimiś poprawkami. Pamiętajcie by zostawić po sobie komentarz! ; )
 Dziękuje za wszystkie ; *





wtorek, 25 czerwca 2013

Kasacja?

Nie wiem czy ktoś czyta mój blog .. nawet nikt nie komentuje ostatnich rozdziałów oprócz mojej przyjaciółki .. ;c Zastanowię się jeszcze czy pisać czy nie? 

piątek, 21 czerwca 2013

Rozdział Siedemnasty

Po urwanym filmie, koszmarnym śnie, który gdy tylko otworzyłam ciężkie powieki okazał się beznadziejną rzeczywistością. Z wielkim trudem, a także z doskwierającym bólem uniosłam ręce by rozmasować dokuczające migreną skronie, wszędzie ból, wszędzie siniaki i wszędzie unoszący się nad zasmarkanymi nozdrzami zatęchłe powietrze. No właśnie .. Wszędzie czuć było tą powodującą mdłości suchą stęchliznę, smak pleśni i grzybu. Rozglądnęłam się dookoła .. Przez potężną łunę mroku przedarłam wzrok na otaczający mnie burdel. Rozburzone, walące się kawałki cementu zakopane pod cholernie cuchnącymi śmieciami. Oprócz brudnych, tarzających się w jakiejś żółtawej cieczy skarpetek, rzeczy, których nawet nie potrafię zidentyfikować poprzeplatanych z kawałkami rozebranych mebli łóżka, fotelu, stołu i innych nic nie znaczących dla mnie dupereli, oprócz kilku rozerwanych prezerwatyw, które z pewnością miały nie ciekawą historię nie było tu nic, nic oprócz mnie, nikogo oprócz mnie. Ogarnął mnie potworny strach. Dopiero teraz zadałam sobie jedno z pierwszych ważnych ale też niestety pozostawionych bez jakiejkolwiek odpowiedzi pytań: Co ja tu robię?!! Gdzie jestem?!! I gdzie jest Harry?! Harry .. Czy rzeczywiście chce go jeszcze zobaczyć .. Po Tym wszystkim co mi zrobił?? Kocham go ale .. nie potrzebuję, nie chcę wiązać się z damskim bokserem. Mocniej wbiłam paznokcie w oparcie krzesła na którym zostałam jakiś czas temu domyślam się, że właśnie przez niego posadzona. Gorzkie łzy same potoczyły się po rozgrzanych polikach a usta same, zdawały się histerycznie dychać rządzą tych błędnych pytań. Dlaczego ja nigdy nie potrafię znaleźć prawdziwego szczęścia?! Czemu  zawsze muszę mieć tego śledzącego mnie od początków mojego  marnego istnienia, pecha?! Życie?! To jest nie dla mnie. Ja nie powinnam przyjść na świat, nie powinnam, nie ja. Zamknęłam wilgotne powieki tylko po to, by przywołać ten jeden, a tak ważny dla mnie obraz. To on zmienił wszystko, obrócił moje życie do góry nogami, chciał żebym się poddała i już teraz, w tej chwili zasmakowała jego zdaniem najlepszego szczęścia- śmierci. Nasz dom- ja i zażarcie ujadający do siebie rodzice. Ich słowa ociekające ogromnym wyrzutem do siebie i do mnie. Swoją rację potwierdzali niesamowitą gestykulacją, wymachiwali rękami, rzucali się na siebie, popychali, rzucali w swojego przeciwnika okropnie obraźliwe obelgi. Nawet teraz gdy minęło osiem, nie całych lat, dokładnie tyle ile wtedy miałam, to do tej pory czuję się to zagubioną i przerażoną wszystkim ośmiolatką. Bezbronną dziewczynką chowającą się za framugami szafy w pokoju w którym byli, nie widzieli mnie, nie czuli mnie, nie czuli, że jestem. Żywe wspomnienia pobudziły te wbijające się jak sztylet, słowa, których zajadłego krzyku niestety byłam świadkiem. ''Rozumiesz?, nienawidzę cię!! Jesteś dla mnie nikim!! Jesteś, byłeś i zawsze będziesz dla mnie nikim!! Nigdy cię nie kochałam, nigdy!! Ani ciebie ani tego paskudnego dziecka, już dosyć mam jej marudzenia, jej chorób, jej problemów, już dosyć mam jej całej. Nienawidzę jej!! Tak samo jak ciebie!! Zabrała mi mojego kochanego synka, zabrała mi z brzucha mój skarb, moje prawdziwe dziecko. To nie ona powinna się narodzić, tylko on. Ja to wiem, że ta szkarada już dawno powinna gnić w Ziemii, dawno powinna już nie żyć'' Jeszcze raz, zapłakanym głosem powtórzyłam te zdania, które za każdym razem krwawo rozdzierają moje małe serce- '' ..  Zabrała mi mojego kochanego synka, zabrała mi z brzucha mój skarb, moje prawdziwe dziecko. To nie ona powinna się narodzić, tylko on. Ja to wiem, że ta szkarada już dawno powinna gnić w Ziemii, dawno powinna już nie żyć''  ..suche usta umilkły ale ból nadal pozostał. Wciąż zakrywałam drżącymi rękami zapłakaną twarz, wciąż z opuchniętych oczu leciały mokre stróżki cierpienia, wciąż ryczałam. Jednak wiedziałam, że nie mogę się poddać, nie tu, nie teraz. Poszukałam wzrokiem jakiegoś wyjścia, nie tylko z tego przytłaczającego mnie pomieszczenia ale też wyjścia z tej okropnej sytuacji. Ucieczki od niego.. znowu muszę zapomnieć. Otarłam kolejne wymykające się z oczu krople łez i przepełniona duchową siłą wyszłam. Nowe powietrze jebnęło mnie w twarz swoją świeżością, chłonęłam każdą jego czystość. Wzięłam w usta kolejny buch by moje zduszone płuca mogły na nowo odżyć.


..Przeczesałam wzrokiem przestrzeń, która napierała na mnie swoim oddechem, niewyraźną mgłą. Delikatne wygięcia rozłożystych konarów rzucały cień na pokrytą liśćmi ziemię. Ziemię? Raczej bagno .. Ale to bez znaczenia. Teraz liczy się tylko to, by jak najszybciej opuścić to miejsce i zamknąć ten rozdział. Postąpiłam jeden, drugi i kolejny krok w przód,  ..  Czułam jak moje niedawno kupione tenisówki, do których już się tak bardzo przywiązałam delikatnie zatapiają się w mule. Wygięłam usta w kwaśny grymas i zaczęłam biec, biec przed siebie byle tylko najdalej od tego okropnego miejsca, najdalej od wspomnień i od niego. Mijałam nagie drzewa,mijałam bezduszne pnie, równałam oddech, regulowałam przyśpieszone bicie serca, szybkie tętno. Czułam.. ktoś nieustannie podąża za mną, ktoś mnie śledzi, jest coraz bliżej, jest blisko. Przyśpieszyłam ..  Wiedziałam, że nie jestem tu sama, i że ten moment może być już moim ostatnim momentem, ostatnią chwilą .. że to może być już koniec .


~.~

Mam nadzieje, że czytacie .. i jesteście cierpliwi co do wyjaśnień ; ) Nie wiem czy na weekendzie coś jeszcze na pisze bo jade w góry!! ;p Wiec nie bede miala raczej czasu pisac .. mam nadzieje ze znajde tam natchnienie! ; )) Ale zawsze mozecie wpadac na mój blog i nabijać wyświetlenia .. haha xd Długiiii dzisiaj .. jak na mnie, prawda? ;p Komentujcie! ;*

wtorek, 18 czerwca 2013

Rozdział Szesnasty

To .. na czym skończyłam? Ach tak .. światło, to bardzo jasne światło. Nie wiem skąd ono się tu do cholery wzięło, jakieś reflektory, zarys zaskoczonych twarzy. To wszystko mnie przytłaczało .. Na niczym nie mogłam skupić żądnego wyjaśnień, wzroku. Wreszcie coś zaczęłam jarzyć.. prze de mną, a raczej przed nami ze wszystkich stron osaczały nas fotoreporterowe pijawki.. Jednak to co nawet głupek by się już dawno domyślił to tylko garstka tego co chciałabym wiedzieć .. No bo o co im chodzi? Po co tu stoją z rozdziapionymi gębami ? No i te wysokiej klasy aparaty?? Mocniej ścisnęłam zdrętwiałą ręke Harrolda i cichym prawie płaczącym głosem szepnęłam
- Harry, co tu się dzieje?
 -Nic, Rose, naprawdę nic. 
Uśmięchnął się jednak widziałam w jego oczach strach a to, że był cały spięty mówiło samo za siebie
 - Nie, nic to Harry nie jest ok!-Wycedziłam przez zęby, a on szarpnął mnie za ręke i brutalnie wepchnął do samochodu.
- Zapinaj pasy! Szybko!- Wciąż sztywny na mnie wrzeszczał. Sparaliżowana jego zachowaniem nie miałam siły, nie miałam ochoty na to by posłuchać jego ociekających agresją rozkazów.
 - Nie słyszysz co do Ciebie mówię?!- Przeszywał moje ciało ostrym i drętwym głosem. Po czym sam szarpnął moje pasy bezpieczeństwa i drżącymi rękami je zapiął .Mimowolnie łzy same napłynęły pod zaciśnięte powieki.
 - Drżącym głosem wydukałam-  Nie rozumiem.. Dlaczego mi to robisz?
 Zagryzł wargi i powoli z zakłopotaniem uniósł na mnie swoje zielone tęczówki ..Przez długą sekundę patrzył mi się prosto w oczy, patrzył się tylko na mnie, ja patrzyłam się tylko na niego. 
-Bo Rose .. -ciągnął bawiąc się kciukami, ocierając suche opuszki o zimną kierownicę
- Przepraszam- powiedział i w tej samej chwili gwałtownie nacisnął pedał gazu. Nie spodziewałam się tego, nie teraz. Olbrzymia prędkość odrzuciła moje ciało do tyłu, boleśnie wbiłam się w na pozór miękkie framugi. Wstrząsnął mną okropny ból, czułam każdą kość, byłam cała obita. Miałam tego dosyć .. co on sobie myśli, że może mną tak pomiatać, manipulować jak bezwładną marionetką?! Bo tak się właśnie czułam ..
 -Może mi ktoś wyjaśnić co tu się dzieje?!! No dobra nie lubię fleszy i takich tam gadżetów z których one pochodzą no ale bez przesady ja już tak nawet nie reaguje na nie jak Ty chociaż .. mam wstręt do tak jasnego światła i wogóle do tych wszystkich pustych gwiazd żyjących blaskiem sławy i jarających się sweet fociami na czerwonym dywaniku. Nie mogłabym tak żyć ani żyć z kimś kto taki jest .- Przerwałam by zaczerpnąć powietrze, a te ostatnie słowa dziwnie ciężko zawisły w powietrzu.- Nie wiem co w Ciebie wstąpiło .. Może znam Cię nie cały dzień ale wtedy byłeś inny, TAK, zupełnie inny.
 Widziałam jak z nieuzasadnionym bólem mocniej wbija swoje ręce w kierownice, a w jego rozszerzonych źrenicach wzbiera się szklana powłoka łez. Po jego policzkach potoczyły się pierwsze krople przeźroczystej cieczy, które powoli zatrzymały się na wydętych wargach. Wskazówki prędkości niebezpiecznie szybko zwiększają swój kąt . 69, 75, 92, 115 km/h gotowałam się złością- Harry, dokąd my jedziemy?!!
- nie odpowiedział- Kurwa słyszysz??!! Zatrzymaj się!! Jużż!! Syknęłam a on dalej nie reagował, miał bez wyrazu twarz, całkiem z kamienia. Nic nie mówił a samochód jechał coraz szybciej, 120km/h



 - Ty chcesz nas zabić?!!- Mocno szarpałam za zamknięte drzwi. 
- CHCE WYSIĄŚĆ!!!- Spanikowana sięgnęłam ręka by odpiąć pasy .. jednak on był szybszy .. Błyskawicznie złapał mnie za ręke wykręcając ją w nadgarstku, zawyłam z bólu ..
 -co Ty robisz?!! - Krzyczałam.
 -Zamknij się!!- złowrogo wycedził przez zaciśnięte zęby.
 Wstrząsnął mną kolejny dreszcz .. Zamknęłam oczy i cicho zaszlochałam, byłam taka bezsilna i bezwładna .. Było tak zimno .. Powieki takie ciężkie .. a szum silnika taki kojący .. Wsłuchałam się w jego monotonny warkot, poddałam się. Zasnęłam ..

~.~


No, jednak nie dotrzymałam obietnicy  .. ;c Rozdział może trochę zagmatwany i tajemniczy ( dalej nie wiadomo o co chodzi) ale myślę, że za rozdział czy dwa wszystko się wyjaśni ; ) Podoba się? To skomentuj.  SERIO, bardzo mnie to cieszy, że jest dla kogo pisać .. ; >